sobota, 15 lipca 2017

#42 Iran - Jazd - Rowerem do Mongolii

Rano po śniadaniu ruszyliśmy w autostopową podróż do Jazd. To była nasza ostatnia noc w Isfahanie. YecDoost był tak miły że odprowadził nas na przystanek i dokładnie powiedział jak wyjechać z miasta. I dostać się w dobre dla nas miejsce gdzie możemy łapać stopa.
Gdy dojechaliśmy w okolicę uniwersytetu zrobiliśmy jeszcze karton z napisem gdzie chcemy jechać. Wyszliśmy na drogę i po chwili zatrzymał się autobus. Powiedzieliśmy że chcemy jechać za darmo i kierowca się zgodził. Podjechaliśmy jakieś 120 do miejsca gdzie musieliśmy się przesiąść. Jechał się dobrze. Była dobra droga i klima w autobusie. Za to na ulicy strasznie gorąco. Do tego wszyscy nas straszą że w Jazd będzie jeszcze bardziej upalnie. Zobaczymy.
Do Jazd dojechaliśmy przed wieczorem. Niestety nie mieliśmy załatwionego noclegu. A wszystkie zapytania o nocleg były odrzucone lub bez odpowiedzi. Do tego było strasznie gorąco. Znaleźliśmy miejską bibliotekę gdzie była klimatyzacja. Usiedliśmy tam jeszcze na chwilę by raz jeszcze poszukać osoby u której można by zostać na noc. Udało się! Znaleźliśmy przyjazna osobę w miasteczku obok Jazdy. Ponieważ było już późno i nie byli autobusu musieliśmy jechać zbiorową taksówka. Na szczęście w Iranie nie jest to drogie.
Następnego dnia zrobiliśmy sobie dzień wolny. Byliśmy zmęczeni podróżą a do tego było bardzo gorąco. Jedynie co to z naszym gospodarzem zwiedziliśmy samochodem okolicę. Wieczorem pojechaliśmy do Zoroastriańskiej wioski gdzie raz do roku odbywają się festiwale. Byliśmy tam do wieczora. Nigdy sami byśmy tam nie dotarli bo wioska jest ukryta na zboczu góry. Ponad nią wznoszą się pionowe skały. Z drugiej strony dotyka ciągnącej się po horyzont pustyni. To tam niegdyś zbudowali swą świątynie Zoroastrianie. Religia, która na tych terenach funkcjonowała do czasów najazdów arabskich. To Arabowie pod karą śmierci nakazywali zmianę religii na Islam. I tak jest do tej pory. Z małymi wyjątkami bo choć Iran jest republiką Islamska nie sto procent populacji tam żyjącej jest muzułmanami.


#41 Iran - Isfahan - Rowerem do Mongolii

Po naradzie i zmianie planów dalszej podróży nie zrezygnowaliśmy ze zwiedzania Iranu. Jako że nasze rowery zostały w Czalus w dalszą trasę pojechaliśmy autostopem. Pierwszym miastem, które postanowiliśmy zwiedzić był Isfahan. Do Isfahanu z Teheranu pojechaliśmy autostopem. Ale aby wydostać się na główną drogę najpierw musieliśmy pojechać metrem a następnie przejść kawałek na piechotę. Potem okazało się, że pojechaliśmy na niewłaściwą drogę. Ale mężczyźni z pierwszego samochodu, który się zatrzymał odwieźli nas do właściwego miejsca. Potem było już łatwo. Chwilę czekania może dosłownie niecałe pięć minut i już jechaliśmy. W kolejnym miejscu gdzie się przesiadaliśmy poznaliśmy Irańczyka, który również podróżował autostopem. W Iranie autostop jest mało popularny i nikt prawie tak nie podróżuje. W dalszą drogę ruszyliśmy już razem. Pojechaliśmy ciężarówkami a dla nas było nawet łatwiej bo mieliśmy teraz w ekipie tłumacza. Pod wieczór dotarliśmy do Isfahanu. Jechało się dobrze ale to tez spora odległość i w mieście byliśmy pod wieczór.
Mieliśmy umówiony nocleg przez CouchSurfing ale z ostatniego auta wysiedliśmy na obrzeżach miasta. Czekaliśmy chwilę na przystanku autobusowym aby dostać się do centrum. Nic nie jechało ale był tam też chłopak, który czekał na swych znajomych. Gdy przyjechali po niego samochodem chwile pogadali i powiedział że może nas odwieść do miejsca gdzie mieliśmy nocować. Wszyscy razem w 6 osób pojechaliśmy. Co ciekawe samochodem osobowym. Ale dało radę. Tego dnia nic już nie robiliśmy poza odpoczywaniem, jedzeniem oraz kąpielą. Dzień był udany a nasz host z CouchSurfing okazał się bardzo miłym i interesującym człowiekiem.
Kolejne dwa dni w Isfahanie spędziliśmy na zwiedzanie miasta. Odwiedziliśmy wszystkie cenne uwagi zabytki. Niestety nie we  wszystkich byliśmy w środku bo rząd Iranu kilka lat wcześniej podniósł cenę na bilety. Jeśli dla Irańczyka bilet kosztuję np. 50 groszy dla obcokrajowca ten sam bilet kosztuje około 20 zł. A my jako że jesteśmy w dalekiej podróży i będziemy jeszcze w drodze przez kilka miesięcy nie możemy pozwolić sobie na takie wydatki. Szczególnie ja jako osoba nie pracująca. Po prostu nie było mnie stać i tyle. Nic strasznego. A była już to moja trzecia wizyta w Isfahanie i we wszystkich tych zabytkach już kiedyś byłem. A wtedy bilety jeszcze były w normalnych cenach. Jeszcze tylko dodam że wiza do Iranu kosztuje 70 euro. Iran jest krajem bardzo bogatym w złoża gazu ziemnego oraz nafty. Te złoża to są miliony, milionów dolarów. Więc bardzo mnie dziwi ta polityka rządy by jeszcze od trustów żądać dużo większej ceny niż miejscowych. No przynajmniej na nas nie zarobili.
Isfahan jest też nazywany miastem polskich dzieci. Było tu wiele polskich szkól i internatów dla polskich sierot. Są też polskie groby na cmentarzu Ormiańskim. Postanowiliśmy złożyć im hołd i udać się na cmentarz. W gorącu i pełnym słońcu spacerem poszliśmy około 3 kilometry w kierunku cmentarza. Gdy byliśmy na miejscu okazało się że nie możemy tak po prostu tam wejść. Potrzebna nam jest przepustka. Co było w tej sytuacji najbardziej złośliwego przepustkę można otrzymać w Ormiańskiej katedrze z której właśnie ruszyliśmy spacerem na cmentarz. Piechotą około 3 km w pełnym słońcu. Jak się okazało że musimy wraca w to samo miejsce bardzo mnie to zezłościło. Ale co było robić. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Piwa można nie wypić ale groby rodaków trzeba odwiedzić. Złożyć im hołd na obczyźnie. Ale że byliśmy zmęczeni do katedry pojechaliśmy autostopem. W mieście ze słabą znajomością perskiego też się da. W biurze, które mieści się obok katedry dostaliśmy zezwolenie na wstęp na cmentarz. Co ciekawe chcieli za to pieniądze ale my nic nie daliśmy. Na stronie Polskiej Ambasady jest wyraźnie napisane że wstęp na wszystkie cmentarze w Iranie jest bezpłatny. Z zezwoleniem w ręce też autostopem wróciliśmy na cmentarz. Do polskiej kwatery nie było daleko i łatwo jest tam trafić. Pan z ochrony wskazał nam drogę a my już bez trudu odnaleźli groby. Posiedzieliśmy chwilę. Dla mnie to ważne przeżycie i moment zadumy nad Polakami i ich losami. To druga wojna światowa ich tu w większości przywiodła i na tej ziemi pozostali. Nie wszyscy wrócili do domu. Nie wszyscy zobaczyli ojczyznę.
Jako że nasz host musiał wyjechać a my chcieliśmy zostać jeszcze jedną noc w Isfahanie musieliśmy szybko załatwić sobie jakiś nocleg. Zaczęliśmy szukać przez stronę WarmShowers ale tylko tych hostów którzy podają swój numer telefonu. W naszej okolicy było kilka osób. Wybraliśmy jednego z nich, który najbardziej nam się podobał i zadzwoniliśmy do niego. YecDoost czyli Mohamet mimo tego że było już późno od razu się zgodził byśmy u niego nocowali. Powiedział tylko że pracuje do późna, podał adres pracy i powiedział żebyśmy podeszli po klucze a potem nam wytłumaczy jak dojść do domu. Tak też zrobiliśmy. Chwilę potem byliśmy u niego w pracy a potem z kluczem w ręce w drodze do domu. Na szczęście nie było daleko. Po drodze robiliśmy ćwiczenia na pamięć. A dokładnie analizowaliśmy i przypominaliśmy sobie nasze wszystkie noclegi id wyjazdu z Polski. Udało się przypomnieć wszystkie do Istambułu. Czyli około dwudziestu paru. Tak że z naszą pamięcią nie jest tak źle. Ciekawe jak by był teraz jak by to od nowa zacząć analizować. Minęło już ponad cztery miesiące podróży, ponad 120 nocy. Tak minęło wiele dni a ja nic nie pisałem. A to dlatego że w Iranie i potem dalej po drodze był na to naprawdę mało czasu. Często siedzieliśmy z nowo poznanymi ludźmi do późna w nocy i rozmawialiśmy a potem trzeba było iść spać i nie było już czasu na pisanie. Często po całym dniu jazdy na rowerze wieczorem już też byłem tak zmęczony że nie miałem siły na pisanie. Do tego piszę przez telefon a to nie jest tak proste.
Rozgościliśmy się w domu YecDoosta i czekaliśmy jak wróci z pracy. Potem wspólnie zjedliśmy kolację i jeszcze gadaliśmy dłuższą chwilę. Jak się dowiedział że jutro chcemy jechać do Jazd to był bardzo niezadowolony. Chciał żeby zostać u niego jak najdłużej. Obiecaliśmy że następnym razem jak będziemy w mieście na pewno do niego przyjedziemy i zostaniemy kilka dni. Okazał się bardzo miłą i ciekawą osobą. Do tego bardzo gościnną. Rano odprowadził nas na przystanek i wytłumaczył gdzie mamy jechać by dojechać w najlepsze miejsce do łapania stopa w drodze do Jazd.


niedziela, 2 lipca 2017

#40 Iran - Teheran zmiana planów - Rowerem do Mongolii

Kolejna wczesna pobudka i ponad dwie godziny w drodze do Uzbeckiego konsulaty.
Tym razem było otwarte i była nawet mała kolejka. Z dokumentami w ręce czekamy na przyjęcie przez konsula. Pani z pierwszego okienka zabrała nasze papiery i paszporty i kazała czekać. Pięć minut później w następnym okienku przyjął nas konsul. Zapytał gdzie nasze zaproszenia. A my na to że nie potrzeba. On oznajmującym tonem przeczytał listę krajów które nie potrzebują zaproszeń. Polski i Holandii tam nie było. Polecił zrobienie zaproszeń i dopiero przyjść po wizę. Troszkę zwaliło nas to z nóg bo w internecie przeczytaliśmy że na zaproszenie czeka się do 2 tygodni. I słono kosztuje.
Zrobiliśmy naradę i zdecydowaliśmy o zmianie trasy naszej dalszej podróży. Nie pojedziemy przez Uzbekistan. Zaczęliśmy liczyć dni i okazało się że na wizę do Uzbekistanu musielibyśmy czekać około dwóch tygodni a i to nie było by pewne że ja dostaniemy. Podobnie wygląda sytuacja z wizą do Turkmenistanu. A może i nawet gorzej bo około 60% wniosków jest odrzucana.
Czekając na te wizy i nie mając też gwarancja że je dostaniemy skończył by się nam termin wizy Irańskiej. Mamy ja tylko na 30 dni. Trzeba by ją przedłużyć.
Zdecydowaliśmy że pojedziemy do Azerbejdżanu i promem z Baku przepłyniemy do Kazachstanu. Potem przez Kazachstan do Kirgistanu. Ponieważ to nam wydłuży drogę część trasy przejedziemy koleją lub autostopem.
Myślę że to dobra decyzja i spokojnie wystarczy nam czasu na dojazdy do Mongolii.
Po naradzie postanowiliśmy pojechać jeszcze metrem na tak zwany Polski cmentarz w Teheranie. Znajduje się on na południu miasta. Na cmentarzu byliśmy jedynymi odwiedzającymi groby. Ale w książce gości widniał polski wpis z przed kilku dni. Fajniej że rodacy nie zapominają o tym miejscu.

Pamięci wygnańców Polskich, którzy w drodze do Ojczyzny w Bogu spoczęli na wieki. 1942-1944

Wielka chwała!


#39 Iran - Teheran - Rowerem do Mongolii

Choć z Czalus położonego nad brzegiem morza Kaspijskiego do Teheranu jest zaledwie 200 km to droga nie jest szybka ponieważ prowadzi przez góry. Z poziomu morza wznosimy się niemal na dwa i pół kilometra do góry by pokonać tunelu. Zapewne niegdyś gdy nie było tunelu wyjeżdżało się jeszcze wyżej. Za to widoki są pierwszorzędne. Pierwszy odcinek bardzo zielony. Potem wąska doliną do góry przez liczne serpentyny. Miejscami pojawiają się też płaty śniegu. W miejscach gdzie jest szczególnie ładny widok znajdują się liczne restauracje i czajhany. Jedziemy na stopa i kierowca w jednej z nich się zatrzymuje i zaprasza nas na czaj. Gdy wychodzimy z samochodu od raz czuć że jesteśmy w górach. Oddychamy czystym, rześkim powietrzem. A do tego popijamy pyszna herbatę. Tym bardziej smaczna bo robioną na górskiej wodzie.
Dalsza trasa przebiegała bez problemów. Z za okna samochody podziwiamy wspaniałe widoki. Odcinek po drugie stronie tunelu nie jest już tak urokliwy. Zmieniaja się góry z tych zielonych na takie suche i bardziej piaszczyste. Dla mnie wychowanego w Krakowie gdzie za rogiem zaczynają  się Beskidy. Te irańskie  pustynne  góry wydają się nie tak ładne.
Dojeżdżamy do miasta Karadż z tą do Teheranu zostało jeszcze 40 km. Musimy się przesiąść na inny samochód bo nasz kierowca dalej nie jedzie. Szukamy dogodnego miejsca do łapania stopa i zaczynamy. Na początku zatrzymało się kilka samochodów ale okazało się że to w większości taxi. Chwilę potem zaczynał się starszy pan i powiedział że może nas zabrać. Ponieważ w Iranie nie ma czegoś takiego jak autostop (a jeśli jest to mało popularne) tłumaczymy panu że nie mamy pieniędzy i prosimy by zabrała nas za darmo. Ten sposób wydaje się najłatwiejszy to wytłumaczenia. Trudno było by przedstawić ideę autostopu w języku Perskim gdzie znamy zaledwie kilka słów. A ten sposób działa. Pan nie chciał nas zabrać bez płacenia. Odjechał. Ale zaledwie po przejechaniu dwudziestu metrów wycofał i powiedział że możemy jechać. Co się stało przez te kilka chwil. Wydaje mi się że na początku wzięło górę przyzwyczajenie że jak kogoś podwozisz to należą się za to pieniądze. My nie chcemy zapłacić wiec instynktownie odjeżdża. Ale równocześnie w tej samej chwili dochodzi do refleksji. Przecież oni na prawdę nie mają kasy, należy im pomóc. Wraca i nas zabiera. Po drodze pyta gdzie chcemy jechać. Teheran jest bardzo wielkim miastem. Żyje tu ponadw15 milionów ludzie. My mamy mieć zalatwiony nocleg przez CouchSurfing ale nie wiemy dokładnie gdzie. Do tego nie możemy się dodzwonić do naszego hosta bo telefon nie odpowiada. Ponieważ nie wiem gdzie wysiąść kierowca proponuje nam że zabierze nas narazie do domu. Coś zjemy i wypijemy i będziemy dalej próbować dzwonić. I tak też się stało. Zostaliśmy ugiszczeni bardzo dobrym obiadem do tego oczywiście herbatą a potem jeszcze deserem i chłodnymi napojami. Udało też się dodzwonić do naszego hosta. Niestety powiedział że nie możemy u niego spać choć jeszcze wczoraj wieczór zapewniał że nie ma problemu. Za to powiedział że po nas przyjedzie i pokaże nam część miasta. Ale to nie rozwiązuje naszego problemu z miejscem do spanie. W Iranie nie działa Facebook ale wszyscy zamiast tego używają telegrama. To taka aplikacja na telefon nieco przypominająca Messnera. Ponieważ to sytuacja awaryjna. Postanowiliśmy napisać tam wiadomość bo może ktoś się znajdzie i nas zaprosi do domu. I okazało się że to dobry pomysł. Przed wieczorem odezwał się do nas Pan Bahman i zaprosił do swojego domu.
Po przyjeździe do niego okazało się że w domu są goście. Około dziesięciu osób dorosłych i kilka dzieci. Panowała miła atmosfera. Dostaliśmy kolację. Gdy tylko zjedliśmy do końca, kobiety szybko posprzątały a na stole pojawił się tort. Była to impreza niespodzianka dla naszego gospodarza z okazji urodzin. Pojawiły się prezenty i wspólnie śpiewaliśmy sto lat. A na koniec wspólne zdjęcie z solenizantem. Około północy pojechaliśmy jeszcze nad jezioro. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy że to ostatnia noc przed ramadan. W parku były tłumy ludzi i wszyscy zajadali się jakimiś pysznościami. My byliśmy po kolacji i urodzinowym torcie więc nie byliśmy głodni. Za to zmęczeni droga. Spać poszliśmy po drugiej w nocy.
Pobudka też była wczesna bo jechaliśmy do Uzbeckiego konsulaty. Dwie godziny metrem i autobusem na drugi koniec Teheranu. Jak się okazało bez celowo bo tego dnia konsulat był zamknięty. Choć jak pytaliśmy to wynikało że będzie tego dnia otwarty.
No nic - musimy tu przyjechać następnego dnia. Byliśmy dość zmęczeni bo spaliśmy tylko kilka godzin. W pobliskim parku zrobiliśmy chwilę relaksu. Ale spać się nie dało bo nawet w cieniu było gorąco.


środa, 14 czerwca 2017

#38 Iran - Czalus po raz pierwszy - Rowerem do Mongolii

W końcu dotarliśmy do miejscowości Czalus. Na przedmieściach przy obwodnicy umówiliśmy się z Panem Mustafa. Jest to znajomy naszego znajomego z Tabrizu. Będziemy mogli u niego zostawić rowery. Ponieważ dalszą trasę po Iranie chcemy przejechać podróżując autostopem. Iran jest wielkim krajem. Do tego górzystym i bardzo gorącym. A nasza wiza jest ograniczona do 30 dni. Na rowerach nie odwiedziliśmy tych wszystkich miejsc, które zaplanowaliśmy.
Mustafa czekał na nas ze swoim kolegą. Na początek pojechaliśmy do jego domu gdzie w garażu zostawiliśmy roweru. W domu przebraliśmy się i przepakowaliśmy bagaż. W dalszą drogę pojedziemy na lekko. Gdy byliśmy już gotowi Mustafa odwiózł nas do innego mieszkania. Było to nie zamieszkałe miejsce należące do jego kolego, który akurat mieszka gdzie indziej.
Mustafa musiał jeszcze wrócić do pracy ale powiedział żebyśmy się rozgościli, wykompali a on wieczorem wraz z kolegą przyjedzie i razem coś zjemy. Tak też zrobiliśmy. Do tego był nawet telewizory z satelitą i udało się złapać polskie kanały. Wieczorem wspólnie zrobiliśmy grilla. Była bardzo wesoła atmosfera. Po kolacji pojechali i zostaliśmy sami. Ponieważ było już późno a my cały dzień jechaliśmy na rowerach też od razu poszliśmy spać. Rano w umówionym miejscu zostawiliśmy klucze i pojechaliśmy dalej. Już na lekko. Bez rowerów. Do Teheranu celem załatwiania wiz potrzebnych do dalszej podróży do Mongolii.


sobota, 10 czerwca 2017

#37 Iran - W drodze do Teheranu - Rowerem do Mongolii

Ponieważ mam problemu z zamieszczaniem bloga bo w Iranie prawie cały internet jest blokowany. Zamieszczam relację z kilku dni jazdy w kierunku Teheranu.

22.05.2017
Rano po śniadaniu ruszyliśmy w kierunku Astary. Spodziewaliśmy się długiego zjazdu. I tak też było. Ale wcześniej trzeba było jeszcze trochę podjechać i pokonać około 2 km tunel. Udało się. Zjazd zaczynał się około 1500 m.n.p.m a kończył dosłownie nad morzem. Było trochę serpentyn a potem zjazd doliną. Zmienił się krajobraz i klimat. Z surowych gór wjechaliśmy w tropikalny las. Na dole pojawiły się też pola ryżowe. Bardzo dużo zieleni. Niestety trochę też wiało i resztę trasy wzdłuż wybrzeża jechaliśmy pod wiatr. Za to widoki były super. A w powietrzu było czuć wilgoć. Nie było za gorąco i jechało się ok.
O nocleg zapytaliśmy właściciela przydrożnej czajhany. Pytaliśmy czy można rozbić namiot a on zaoferował nam nocleg w takiej jak by butce na podeście w środku z dywanem i poduszkami po bokach. Zwykle służy to do siedzenia i picie herbaty ale świetnie nadaje się też do spania.
Na terenie była toaleta i bieżąca woda. Wszystko co potrzebuje podróżnik w miejscu do spania. Dostaliśmy też herbatę. A kolację zrobiliśmy sami. Potem zmęczeni poszliśmy spać.

23.05.2017
Dziś dzień zaczął się nieco później niż zazwyczaj bo spaliśmy prawie do 8 rano. Było cicho i spokojnie. Nikt nam nie przeszkadzał więc można było pospać. Potem szybkie śniadanie, pakowanie i w drogę.
W drodze nic szczególnego. Przejechaliśmy przez kilka miasteczek. Zrobiliśmy chyba 2 przerwy po drodze. Ale generalnie cały czas jechaliśmy. Wiatr nam sprzyjał bo wiało lekko w plecy. Droga była płaska i w zasadach cały czas równa. Choć były odcinku z dziurami. Słońce nocne ale dało się przetrwać. Troszkę wilgoci. Bo cały czas wszędzie pola ryżowe a z boku morze. Zrobiliśmy ponad 120 km.
Na nocleg zatrzymaliśmy się w garażu obok piekarni. Szukaliśmy miejsca na nocleg a ono znalazło się samo. Ktoś do nas pomachał, pokazał chleb. Myśmy podjechali od razu dostali dwa chleb. Ja zapytałem czy by tu obok nie można spać a pan odpowiedział że bez problemu można. Potem dostaliśmy kolejne 4 chleby, połowę arbuza, jakieś inne owoce. Dalej cukierki z orzeczeniem i do tego 4 szklanki herbaty. Wszystko to zjedliśmy i wypiliśmy a teraz najedzeni jesteśmy gotowi do spania. Panowie z piekarni byli dla nas bardzo mili. O 22 zamknęli piekarnię i pojechali. A my zostaliśmy sami w garażu gdzie będziemy spać. Ja się kładę bo dwóch już 23 a rano czeka nas dalsza jada.
Nadal nie da się na bieżąco zamieszczać bloga. Coś tu blokują. Ale będę się starać przesłać.
Pozdrawiam

24.05.2017
Noc była ciepła i duszna. Do tego pojawiły się komary. Gdy tylko próbowałem zasnąć słyszałem jak latają obok mej głowy. Trochę mnie to męczyło ale potem zasnąłem. W nocy obudził mnie deszcz. Dobrze że spaliśmy pod dachem. Nie padało długo ale po deszczu było jeszcze bardziej wilgotno
Wstałem nieco nie wyspany ale nie było wyjścia. Zrobiliśmy śniadanie i chwilę po dziewiątej byliśmy już w drodze. Dzień był pochmurnych nie tak gorący jak wczorajszy, jechało się dobrze. Jedynie na trasie przeszkadzał strasznie duży ruch. I to że praktycznie cały dzień jechało się jak by przez miasto. Gdy jedno się kończyło zaraz zaczynało się kolejne. Pod wieczór zaczął padać deszcz. Była już prawie 19 godzina a my nie mieliśmy jeszcze miejsca do spania. Pytaliśmy kilka osób ale nic nie udało się załatwić. Chwilę później na skrzyżowaniu zaczepił Dorendę jakiś gość bo chciał zrobić z nią zdjęcie. Potem ją dojechałem i też pozowałem do zdjęcia. Po sesji zapytaliśmy o nocleg a on powiedział że może u niego. Potem podjechał jakiś samochód i powiedzieli żebym za nimi jechać. Pojechaliśmy jakieś 2 km do domu jeszcze innego człowieka. Dostaliśmy na nocleg mieszkanie zupełnie za darmo. A właściciel powiedział że jesteśmy jego gośćmi i jak nam czegoś brakuje żeby do niego dzwonić. Jak wyszliśmy do sklepy po Zam-Zam Colę to go tam spotkaliśmy i nie pozwolił nam zapłacić za rachunek. Naprawdę super. Wielkie dzięki dla tego człowieka. A wszystkimi życzę by byli tak gościnni.
W sklepie kupiliśmy cole i jogur bo mamy dziś małe święto. Świętujemy przejechanie 5000 km od wyjazdu z domy. Ja przejechałem dziś a Dorenda kilka dni wcześniej. Do tego mamy ciasteczka i sok. Trzymajcie kciuki za kolejne 5 tysięcy kilometrów w drodze do Mongolii.
Pozdrawiam

26.05.2017
Spało się dobrze. W nocy trochę padało ale nad ranem się już rozpogodziło. Wstaliśmy o 7 rano bo o 8 miał przyjść właściciel po klucze. Szybki śniadanie, czaj, pakowanie i zakładanie sakw na rowery. Pożegnanie i kilka zdjęć na pamiątkę z właścicielem. I w drogę. Dziś do przejechania mamy około sto km ale po równym to powinno się udać w miarę łatwo.
Jechało się dobrze ale nie tak szybko jak dzień wcześniej bo wiatr mieliśmy lekko w twarz. Za to temperatura była ok. Kilometry ubywały. Pierwszą przerwę zrobiliśmy na plaży bo był do niej dobry dojazd. Nie tylko my tam wypoczywaliśmy, było jeszcze kilka irańskich rodzin. Kolejna przerwa była w ładnym parku. Wśród drzew. Znaleźliśmy ławeczkę ze stolikiem. A obok nas odpoczywała rodzina, która częstowała nas melonem. Muszę przyznać że wszyscy są tu bardzo gościnni. Po drodze też z samochodu w czasie jazdy ktoś dał nam kawę rozpuszczalną w saszetkach a z innego samochodu kwiaty róży. Bardzo miło. Wiele osób jak nas mija to coś zagaduje, pozdrawia. Jest miło.


poniedziałek, 29 maja 2017

#36 Iran - Wyjazd z Tabriz do Astary - Rowerem do Mongolii

21.05.2017. Wczoraj wieczorem wspólnie z parą Niemców, którzy również skorzystali z gościnnym u naszych gospodarzy pojechaliśmy do centrum na kolację. Było już dość późno a po kolacji mieliśmy jeszcze pojechać do parku. Reza nasz gospodarz wraz z żoną zabrali nas tam autem. W 6 osób jechaliśmy małym samochodem osobowym. Dało rady. Na kolację był kebab z colą. Bardzo smaczny. Mi przynajmniej smakował i Niemcą chyba też bo zjedli po dodatkowej porcji. Do parku nie udało się dojechać bo zrobiło się już późno. Do domu też nie wróciliśmy bo okazało się że jest jakiś problem i pojedziemy spać do siostry naszej gospodyni. A wszystkie nasze rzeczy zostały w domu. Trochę mnie to zdenerwowało bo dziwna sytuacja się zrobiła. Na szczęście po pół godzinie Reza przywiózł nasze rzeczy. Źródło się późno i wszyscy poszliśmy spać.
Rano zostały też przywiezione nasze rowery. Wszyscy wspólnie zjedliśmy śniadanie i zaczęliśmy pakowanie rzeczy na rowery. Z wszystkimi serdecznie się pożegnaliśmy i około 11 ruszyliśmy w trasę.
Tego dnia plan był aby wyjechać z Tabrizu i złapać stopa do Astary. Zdecydowaliśmy się jechać stopem około 300 km ponieważ ten odcinek drogi był mało ciekawy. A droga od Astary wzdłuż morza jest o wiele interesująca. W centrum Tabrizu zapytaliśmy pana na rowerze o drogę wylotową z miasta w kierunku Teheranu. Pan powiedział żeby jechać za nim. Poprowadził nas w miejsce gdzie już mieliśmy jechać tylko na wprost. Gdy się żegnaliśmy dał nam jeszcze siatkę z bananami oraz ogórkami. Pół godziny potem byliśmy już za miastem i zaczęliśmy łapać stopa. Z rowerami jest trudniej bo trzeba wybierać samochody ciężarowe lub jakieś większe gdzie mogą się zmieścić rowery. Po 5 minutach udało się, zapakowaliśmy rowery i pojechaliśmy. Kierowca mógł nas podwieźć jedynie około 50 km. Ale dla nas to i tak był dobry początek. Dojechaliśmy do skrzyżowania gdzie zaczyna się droga do Astary. Tam wysiedliśmy. Gdy pakowaliśmy znowu sakwy na roweru podszedł do nas człowiek. Po chwili rozmowy powiedział żebyśmy chwilę zaczekali. W tym czasie zjedliśmy drożdżówki, którymi nas ugościł. Mieliśmy czekać na jakiegoś człowieka. Po 20 minutach zjawił się Pan w garniturze. Przedstawił się jako szef wydziału turystyki i zaproponował darmowy hotel w miasteczku. Ponieważ jeszcze było wcześnie to odnowiliśmy i powiedzieliśmy mu że chcemy jechać dalej do Astary autostopem. On na to że załatwi nam autobus. Zgodziliśmy się bo była to dla nas łatwiejsza opcja niż łapanie okazji. Chwilę potem już byliśmy w autobusie. Jednak po 3 godzinach okazało się że autobus nie jedzie do Astary tylko 70 km wcześniej kończy swoją trasę w miejscowości Ardabil. Gdy tak już dojechaliśmy była godzina 19. Po chwili namysłu zdecydowaliśmy się jechać dalej już na rowerach. I była to bardzo dobra decyzja.
Na dworcu zabraliśmy świeżą wodę do butelek. Przy okazji myjąc ręce bo w autobusie wszystkie sakwy strasznie się zapyliły. A gdy ponownie zakładaliśmy je na rower zdążyliśmy się trochę przy tym pobrudzić. Dworzec był już na obrzeżach miasta więc łatwo znaleźliśmy drogę i zaczęliśmy jechać. Jechaliśmy około godziny bo potem zaczęło się robić ciemno. Zbliżał się zachód słońca. A my rozglądaliśmy się za miejscem do spania. Zobaczyliśmy jakieś budynki za murem i tam zapytaliśmy o możliwości rozbicia namiotu.
Właściciel zaprowadził nas do domu i powiedział żebyśmy dziś spali w środku a nie pod namiotem. Powiedział też że on mieszka w mieście i zostawi nas tu samych. Dla nas super. Mieliśmy gdzie spać i jeszcze zgodę na korzystanie z lodówki gdzie było sporo dobrego jedzenia. Pan pojechał a my zrobiliśmy kolację. A potem poszliśmy spać.
Był to bardzo udany dzień. Tego dnia na swej drodze spotkaliśmy wiele pomocnych nam ludzi. Pozdrawiam ich wszystkich.