5 maj. Dziś przejechaliśmy z Batumi autostopem do Tbilisi. Poszło w miarę sprawnie ale i tak zajęło nam to trochę czasu. Wyruszyliśmy z miasta po 11 a około 18 byliśmy obok stacji metra w Tbilisi.
Jechało się ok. Może tylko raz w jednym miejscu staliśmy około 15 minut. A tak to nie więcej niż pięć.
Po drodze zrobiliśmy jedną przerwę na jedzenie.
Teraz jesteśmy mojego znajomego Gurama, który jest fotografem i na dzisiejszą noc udostępnił nam swoją pracownię. Tak że jest OK.
Byliśmy na zakupach żeby coś było na śniadanie a ja za chwilę idę spać.
Jutro zwiedzamy miasto i wracamy po rowery. W dalszą trasę już na rowerach chcemy ruszyć w niedzielę. Pojedziemy w kierunku Armenii a dalej do Iranu.
Pozdrawiam
piątek, 5 maja 2017
#30 Gruzja - Stopem do Tbilisi - Rowerem do Mongolii
czwartek, 4 maja 2017
#29 Gruzja - Batumi - Rowerem do Mongolii
Na początku dobre wieści. Udało się mamy wizy do Iranu. Dziś je dostaliśmy. A trwało to prawie cały dzień. Ale się udało. Koszt wizy to 75 euro. Ważna przez 30 dni.
Wczoraj cały dzień jechaliśmy autostopem z Kacheti do Batumi. Udało się dojechać w 10 godzin. Jechało się spoko. A przejechaliśmy prawie cały kraj ze wschodu na zachód. Nocowaliśmy u kolegi Zaura. A rano pojechaliśmy do konsulatu Iranu. Pan konsul dał nam nr konta bankowego gdzie należy wpłacić pieniądze 75 euro i poszliśmy to zrobić. Potem w banku była awaria systemu. 2 godziny czekaliśmy aż naprawią. Udało się, zapłacić. Idziemy do konsulatu tuż przed zamknięciem. Konsul zabiera nasze paszporty i mówi że wizy będą na jutro. Ale poprosiliśmy i wydał już dziś ale dopiero po 17. Tak czy tak było już późno i nie pojechaliśmy do Tbilisi. Pojedziemy jutro. Ale najważniejsze że wizy już są.
Pozdrawiam
wtorek, 2 maja 2017
#28 Gruzja - Dobre wieści - Rowerem do Mongolii
Hej. Dziś mamy dobre wieści! Zadzwoniliśmy do konsulatu Iranu w Batumii i mamy do odbioru wizy. Bardzo się z tego powodu ucieszyliśmy. Jutro rano ruszamy stopem do Batumii. Do przejechania jakieś 500 km bo z Kacheti musimy dostać się nad morze czarne.
Co poza tym: dziś do popołudnia zajmowaliśmy się logistyką dalszej podróży. Jak i gdzie załatwić dalsze wizy. Chyba wszystko mamy rozpracowane.
Przed wieczorem jeszcze pojechaliśmy do Gremi zwiedzać starą cerkiew i zamek. Było bardzo fajnie. A następnie do Kwarki na kolację. Wszystko to dzięki Kathie, która zorganizowała wycieczkę. Nawet nie wiecie jak dobrze mieć przyjaciół po drodze. Mieszkamy już tu u niej w domu 3 dni i naprawdę super się czujemy i odpoczywamy. Prawdziwa przerwa od podróży choć podczas podróży. Ja się czuję jak bym był w u siebie w domu. Dzięki wielkie.
Jutro czeka nas trochę drogi, ale powinno się udać.
Pozdrawiam wszystkim i życzę byście spotykali na swej drodze takich ludzi jak my.
poniedziałek, 1 maja 2017
#27 Gruzja - Odpoczynek - Rowerem do Mongolii
Nie można jechać codziennie i potrzebne jest urozmaicenie podczas podróży. Jeśli jedziesz gdzieś na miesiąc to jakiś dasz sobie radę. Ale jeśli podróż trwa kilka miesięcy potrzebne są przerwy. Chodzi mi o to że potrzebne są takie dni kiedy nic nie musisz robić i możesz odpocząć. I taki właśnie był dzisiejszy dzień. Nic specjalnego się nie wydarzyło. Za to głowa mogła zająć się innymi sprawami a nie tylko zastanawianiem się nad podróżą.
Rano poszliśmy na spacer z wujkiem Katie po wiosce oraz do sąsiedniej wioski. Potem był obiad i sieste. Bo już popołudnia są bardzo ciepłe. Potem z Katie poszliśmy do cerkwi w wiosce, która została zbudowana w VI wieku. Chwilę byliśmy na mszy. A potem kolacja i do spania.
I tak minął spokojny dzień w pięknej Kacheti.
Pozdrawiam.
niedziela, 30 kwietnia 2017
#26 Gruzja - Kachetia - Rowerem do Mongolii
Zaczyna się nowy miesiąc. Dziś mamy pierwszy mają, święto pracy. I jak to na święto przystało będziemy odpoczywać. Jesteśmy w Kacheti na wschodzie Gruzji w miejscowości Akhalsopeli. Jest ciepło, dookoło piękna przyroda a nad nami góruje jeszcze ośnieżony główny grzbiet Kaukazu. Jest droga przez przełęcz gdzie niegdyś można było przejść do Dagestanu. Aktualnie nie ma tam przejścia granicznego.
Ale jak to się stało że choć w planach nie było Kacheti to jednak tu jesteśmy. Była to prawdziwa podróżnicza przygoda.
Dwa dni temu zjechaliśmy do Tbilisi. Ale jedynie na obrzeża miasta. Bo w planie było jechać w odwiedziny do koleżanki Dorendy. Znaliśmy adres i okazało się że jest to niedaleko od Tbilisi bo jakieś 30 km na wschód. Pojechaliśmy do wiaski Akhalsopeli. Byliśmy tam przez 18. Poprosiliśmy miejscowego o telefon by zadzwonić do Ketie by powiedziała jak trafić do jej domu. Po chwili rozmowy okazało się że co prawda jesteśmy w wiosce o nazwie, którą podała ale to nie ta wioska. Ta właściwa znajduje się jeszcze ponad 100 km na wschód.
Na szczęście z pomocą przyszli nam miejscowi oferując kolację i nocleg. Jak się okazało też w planie była impreza. To znaczy miejscowe domowe wino. Dobre jedzenie i wyśmienite towarzystwo.
I tak minął wieczór. Rano po śniadaniu zdecydowaliśmy że jedziemy w odwiedziny do Ketie wiedząc już dokładnie, która to miejscowość i gdzie się znajduje. Ponieważ było to daleko zdecydowaliśmy zostawić rowery i pojechać autostopem. I to była dobra decyzja bo dojechaliśmy na miejsce bardzo szybko. W sumie tylko trzema samochodami. Udało się super. A jeden z kierowców poczęstował na chlebem i serem i colą więc też nie jechaliśmy głodni. Za to na lekko bo większość rzeczy została razem z rowerami.
Na miejscu byliśmy przed wieczorem. Zaraz po naszym przyjeździe usiedliśmy do sycie zastawionego stołu. Dobre jedzenie i dobre lokalne domowe wino. Potem gorąca kompiel i pranie brudnych ubrań.
Dziś odpoczywamy zwiedzając okolicę. Jedynie musimy zadzwonić do konsulatu w Batumii i dowiedzieć się czy są już nasze wizy. Jeśli są to chyba jutro pojedziemy stopem do Batumii. Jakieś 500 km. A jeśli jeszcze nie ma odpowiedniego to chyba będziemy tu czekać. Zobaczymy.
W każdym razie była fajna przygoda. A takie rzeczy w podróży się zdarzają.
Pozdrawiam
sobota, 29 kwietnia 2017
#25 Gruzja - W kierunku Tbilisi - Rowerem do Mongolii
Noc była zimna i wietrzna a poranek owiany chmurami. Ale my dzięki Ormiańskiej gościnności spędziliśmy tą noc w domy. W ciepłym pokoju. W wygodnym łóżku. Rano z gospodarzem zjedliśmy śniadanie popijając koniakiem i ruszyliśmy w drogę. Do tego czasu zdążyło się rozpogodzić ale nadal było zimno. Musieliśmy jeszcze podjechać na 2150 m n.p.m. a następnie zaczęliśmy już zjeżdżać w dół. Ale co parę kilometrów trzeba było niewiele podjechać.
Na szczęście z każdym kilometrem robiło się cieplej. Zmieniał się też krajobraz. I z prawie zimowej aury na górze zjechaliśmy do kwitnącej krainy. Czuć tu pełną wiosnę. Choć nadal jesteśmy wysoko po zjechaliśmy niewiele ponad 1000 m n.p.m.
Jutro dalsza część zjazdu aż do Tbilisi. I pewnie też będzie tam o wiele cieplej.
Dziś biwakujemy na polanie na skraju lasu obok drogi. Łąka naprawdę pięknie pachnie. A gdy rozbijaliśmy namioty pięknie śpiewały ptaki. Po surowym i zimnym krajobrazie na górze to wielka zmiana.
Dziś też wiało ale nie tak bardzo i troszkę z boku. Było w dół i udało się przejechać prawie 80 km. Bez wiatru przejechaliśmy więcej.
Pozdrawiam.
czwartek, 27 kwietnia 2017
#24 Gruzja - Jezioro Parawani - Rowerem do Mongolii
Dzisiejszy dzień to kontynuacja jazdy pod wiatr. Podobnie jak wczoraj strasznie wiało. Momentami na prostej drodze nie można było jechać szybciej niż 7 km/h. Do tego choć słonecznie to strasznie zimno. W nocy był mróz. Ale najgorsze jest dudnienie wiatru w uszach. Działa to strasznie negatywnie na psychikę. Odniechciewa się dalszej jazdy. Ale poza wiatrem dziś był bardzo udany dzień.
Rano po spakowaniu rowerów weszliśmy jeszcze do tureckiej restauracji gdzie obok spaliśmy na czaj. Dostaliśmy też do tego bardzo dobra zupę i świeżą lepioszkę. Kilka kilometrów dalej po drodze zostaliśmy zaproszeni na kawę i rogaliki domowej roboty. Do tego miła rozmowa. Ale żmudnie jechaliśmy dalej aż do wieczora. Dojechaliśmy do miejscowości Poka nad brzegiem jeziora Parawani. Miejscowość ta słynie z tego że jest najzimniejsze w Gruzji. A cały rejon jest nazywany Gruzińską Syberią. Nic dziwnego znajduje się na wysokości 2100 m n.p.m. a otoczona jest szczytami powyżej 3 tysięcy m n.p.m. A znajdujące się obok jezioro Parawani jest największym jeziorem w Gruzji.
Dojechaliśmy tu przed 19 i było już naprawdę bardzo zimno. Pytając o wodę miejscowego mężczyznę, po krótkiej rozmowie zostaliśmy zaproszeni na noc do domu. I całe szczęście bo dziś w nocy też ma być przymrozek.
To Tbilisi jeszcze 140 km. Ale jutro powinniśmy już zjechać znacznie niżej. Będzie też cieplej.
Pozdrawiam